Adam Andryszczykfacebook

wiersze

majówka

Gdy nie dzieje się nic
wyobraźnia jest jak śnięta ryba
a w perspektywie brudna szyba
takich samych dni
Wiosennych uczuć kwiat
bezpański błądzi stadnie
przysiada gdzie popadnie
i czeka by go rwać

ref.:
Panienki w obcasach
chłopaki w zelówkach
- za sklepem majówka
Gdzie tanich winek smak
i czułe słówka
- za sklepem majówka

Spragnione zmysły chłopców drżą
puste butelki leżą w trawie
już nie uczestniczy w tej zabawie
pijane szkło
Powietrze w piersiach grzeje się
dziewczyny dawno też nagrzane
obudzą z kacem się nad ranem
znów zaniedbane...

ref.: Panienki w obcasach...

A potem trochę wstyd
a może tylko głupio czasem
stukają złym obcasem
kulawy rytm
Łapczywość uczuć w czujnym śnie
jak piołun gorzką wargę lepi
nie cynamonowy był to sklepik
na pewno nie...


czarne lakierki

Czarne lakierki przed ostatnią drogą
Zadają blaskiem wielkopański sznyt
Czarne lakierki noga za nogą
Prowadzą tam, skąd nie wraca nikt

I chociaż los jak durna kuropatwa
Przycupnie gdzieś na miedzy niczym tchórz
Czarne lakierki jak rodzona matka
Powiodą do anielskich dusz

Myślałby kto, że taki elegancik
Poza kolejką stanie u wrót
I że te spodnie prasowane w kancik
Pomogą mu przekroczyć nieba próg

A Święty Piotr - powszechny poczciwina
W sandałach przewędrował nieba szmat
I teraz pod nosem przeklina
Piechurów co z lakierem za pan brat

To przecież kpiny w żywe oczy
Kostucha śmieje się bok w bok
Że taki człek przez życie w łapciach kroczył
A teraz mu lakierem barwią krok

Takie to buty - trudna rada
Nie zawsze nogi niosą gdzie się chce
W czarnych lakierkach nie wypada
Nawet po śmierci się wyrażać źle


dla idy

Gdy zaczynam pisać te słowa
nie masz nawet jeszcze imienia
nie masz nic prócz swoich narodzin
oprócz swych dwóch godzin istnienia

Te godziny się zmienią w tygodnie
a tygodnie w miesiące upłyną
a nim zaczniesz liczyć już lata
staniesz się obywatelką, dziewczyno

Gdy osiągniesz już wiek twojej matki
może Bozia też ześle ci dziecko
a nim ono dociągnie dwudziestki
ja już będę stąd bardzo daleko

Kiedy kończę pisać te słowa
masz za sobą już pięć godzin życia
starzejemy się każde z osobna
ale zegar ten sam nas odlicza


jacek

Dziesiąty stycznia, minus pięć
Śnieg wszystkie drogi już wymościł
Za sklepem Jacek - Heńka zięć
Rozpija wino w samotności

Dygotem rąk i drżeniem warg
Z heńkową córką byt przeklina
Nie słyszy nikt jackowych skarg
Jeno ta flaszka niby-wina

Przepitym wzrokiem patrzy w śnieg
I szuka przyczyn niepowodzeń
Dlaczego ten kurewski bieg
Po śliskiej zawsze wiedzie drodze

"Za dalą dal", za bólem ból
Głęboki sztach zamiast wytchnienia
jackowy świat - najgorsza z ról
bo któż by chciał "od zapomnienia"

Klnie w kamień ten sobaczy świat
I pieski los, co się nie zmienia
Jak skowyt swe trzydzieści lat
Jacek zapija - nie z pragnienia...